piątek, 10 marca 2017

babeczki czekoladowo-malinowe

.

     Babeczki, muffinki, ciastka - małe słodkie cuda, które od kilku lat podbiły nasze serca. Przepisów jest mnóstwo, ale od czasu do czasu pojawia się jakiś wyjątkowo dobry. Tak jak ten, na babeczki czekoladowo-malinowe. Bardzo trafiły w moje upodobania, są słodkie i jednocześnie kwaskowe, wilgotne i z kawałkami chrupiącej czekolady... Po prostu pyszne. :)
 


BABECZKI CZEKOLADOWO-MALINOWE
(przepis z Moje Menu)

1 i 3/4 szklanki mąki
3 łyżki kakao
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
0,5 łyżeczki sody
pół tabliczki czekolady mlecznej
pół  tabliczki czekolady gorzkiej
3/4 kostki masła
2 jajka
2 łyżki cukru waniliowego
3/4 szklanki cukru
3/4 szklanki mleka
garść malin - po 4 na babeczkę (świeżych lub mrożonych)


- zmiksować mleko, cukier, cukier waniliowy i jajka,
- dodać mąkę, proszek do pieczenia, sodę, kakao,
- rozpuścić masło i odstawić do przestudzenia,
- czekolady posiekać na drobniejsze kawałki,
- formę na muffinki wyłożyć papilotkami,
- piekarnik nagrzać do 180 stopni,
- do ciasta dodać rozpuszczone masło i czekoladę  - wymieszać,
- napełnić formę na babeczki do 2/3 wysokości,
- do każdej foremki dodać 4 maliny,
- piec około 25 minut. :)



***
     Babeczki robił mój syn na Dzień Kobiet, może dlatego mi tak smakowały? Zniknęły błyskawicznie... ;)


.

poniedziałek, 6 marca 2017

kiełki

.

     Na przednówku, przedwiośniu, czy jak to zwał, bardzo chce się jeść coś zielonego, młodego i świeżego. Nowalijki nie do końca mnie przekonują, są nafaszerowane chemią, a o tych z ogródków (z inspektu) póki co, można pomarzyć.
     Padło na kiełki, oczywiście można je jeść przez cały rok, ale teraz smakują naprawdę dobrze. :)
     Poza tym, w końcu się przemogłam i zaczęłam je sama uprawiać. I nie wiem, dlaczego nie robiłam tego wcześniej, to naprawdę banalnie proste. O kiełkowych zaletach i szczegółowych opisach ich właściwości można poczytać w internecie (np. tu, tu, tu), więc nie będę się rozpisywać. :)

   

Jak wyhodować kiełki:

Co?
- nasiona na kiełki można dostać praktycznie w każdym dyskoncie, markecie itp. lub kupić w sklepie internetowym (ja nasiona kupiłam w Biedronce i Stokrotce), ale najlepiej kupić nasiona z upraw organicznych,
- o jednym tylko trzeba pamiętać, żeby nie kupować zwykłych nasion do siewu gruntowego, bo te często są z dodatkiem chemii (są zaprawiane fungicydami i innymi chemicznymi środkami ochrony roślin, mogą zawierać pestycydy, nawozy i środki konserwujące oraz grzybobójcze), zresztą nie kupujemy też na kiełki roślin psiankowatych (pomidorów, papryki), bo są dla ludzi szkodliwe,
- najlepiej kupić nasiona specjalnie przeznaczone do kiełkowania :)

W czym?
- na rynku są różne kiełkownice (specjalne słoiki z siatką, kiełkownice piętrowe, lniane woreczki itp.)
- ja idąc najprostszą drogą użyłam zwykłe słoiki, gazę i gumki recepturki :)

Krok po kroku:
- słoik wyparzyłam,
- wsypałam nasiona,
- zalałam letnią wodą i odstawiłam na kilka godzin (na noc),
- rano wylałam wodę i przepłukałam porządnie nasiona (nie zdejmując gazy), wylałam nadmiar wody, odsączyłam i ułożyłam słoik pod kątem, do góry dnem, o tak:


- przepłukuję nasiona 2 razy dziennie - rano i wieczorem,
- po 2-4 dniach pojawiły się kiełki,
- wykiełkowane roślinki można obsuszyć i kilka dni trzymać w lodówce (mnie się maksymalnie udało trzymać dwa dni, bo je szybko zjadamy),
- dodaję je do kanapek, sosów, kasz, makaronu, zapiekanek (na zdjęciu), zup, placków, itp.... :)



***
     Nie jestem znawczynią od kiełków, ale tym bardziej polecam, bo nawet dla kogoś, kto tego nigdy samodzielnie nie robił jest to naprawdę proste i niedrogie. A świeże kiełki są świetnym dodatkiem do wszystkiego. Moja Córka lubi je jeść tak po prostu, jako przegryzkę. :)))

***
     Co do rodzaju nasion jeszcze sama nie wiem, które mi najbardziej smakują - bardzo lubię rzodkiewkę (bo jest pikantna i pachnie wiosną), kozieradkę, soczewicę... 
Dlatego polecam wszystkie. :)
.

wtorek, 21 lutego 2017

sos z mielonego mięsa z pieczarkami i kukurydzą

.

     Mam niesamowitą fazę na mielone mięso, mogłabym je jeść na okrągło. Wiem, to strasznie monotematyczne i zapewne niezdrowe, ale trudno. To trochę jak "tydzień parówkowy" na studiach - dopada cię i już. ;)))
     Być może sos nie wygląda zbyt atrakcyjnie, ale moja Córka go uwielbia i choćby dlatego jest bardzo wysoko w moich rankingach obiadowych. Można podawać go z ziemniakami, kaszami, makaronami, ryżem lub z pieczywem - kto co lubi. U mnie tym razem z kaszą i surówką z kapusty. :)


SOS Z MIELONEGO MIĘSA
(z pieczarkami i kukurydzą)

600-800 g mielonego mięsa (wieprzowego, wieprzowo-wołowego lub drobiowego)
2-3 cebule
500 g pieczarek
1 puszka kukurydzy
1 marchewka
2 ząbki czosnku
tłuszcz do smażenia
2 liście laurowe
3-5 kulek ziela angielskiego
sól, pieprz
ulubione przyprawy - np. czubryca, kurkuma, cząber, gałka muszkatołowa, oregano, tymianek, pieprz ziołowy, itp. lub gotowe mieszanki ziołowe, warto poeksperymentować
*u mnie: 1/2 łyżeczki mieszanki do gulaszu z Lidla, 1/2 łyżeczki kurkumy, szczypta gałki muszkatołowej, 1/2 łyżeczki oregano, 1/2 łyżeczki tymianku, 1/2 łyżeczki słodkiej papryki, czyli czysta improwizacja :D


- cebule drobno siekam i podsmażam na tłuszczu, dodaję mielone mięso, doprawiam ulubionymi przyprawami i solą, dodaję posiekany czosnek,
- smażę 10-15 minut na średnio dużym ogniu, często mieszając, aż mięso zmieni kolor,
- pieczarki myję i kroję w kostkę,
- na osobnej patelni smażę pieczarki na chrupko, pod koniec smażenia lekko solę i pieprzę,
- do dość dużego garnka wlewam gorącą wodę (1-1,5 l) dodaję liście laurowe, ziele angielskie i starkowaną na grubych oczkach marchewkę,
- do garnka z wodą i marchewką dodaję smażone mięso z cebulą i usmażone pieczarki, dodaję przepłukaną kukurydzę i całość duszę około 10-15 minut, doprawiam jeśli jest taka potrzeba solą i pieprzem, gotowe :)

***
     Zawsze trudno mi podać dokładnie przyprawy, których używam. Często zmieniam proporcje i rodzaj ziół dodawanych do potraw, dzięki temu, potrawy często zyskują nowy "look" nawet, gdy baza jest taka sama od lat. :D To taki trik podpatrzony u kucharzy, których niezwykle cenię. :)
.

czwartek, 16 lutego 2017

gofry bez mleka (chrupiące)

.

     Kilka lat temu jedynym wykładnikiem dobrych gofrów była dla mnie ich ilość - musiało być dużo i słodko. ;) Teraz, po wielu gofrowych doświadczeniach mam trochę wyższe wymagania. Uwielbiam, gdy gofry są na zewnątrz lekko chrupiące, a w środku mięciutkie. Oczywiście słodkie muszę być nadal... :)))
     Ten przepis to miszmasz moich doświadczeń i łączenia innych przepisów, które dotąd próbowałam. W tej chwili, mój ulubiony. :)


GOFRY BEZ MLEKA

4 jaja
3 szklanki mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia (czasem pomijam)
½ szkl. cukru (można dać mniej)
1½-2 szkl. wody gazowanej (może być niegazowana)
½ szkl. oleju (lub 3 łyżki roztopionego i wystudzonego masła)
szczypta soli

- białka jajek oddzielam od żółtek, białka miksuję na sztywną pianę,
- w sporej misce, żółtka mieszam z wodą gazowaną, olejem i szczyptą soli,
- dodaję mąkę zmieszaną z proszkiem do pieczenia i niedbale mieszam łyżką (ciasto nie powinno być zbyt gładkie),
- na koniec dodaję pianę z białek i delikatnie mieszam całość łyżką,
- odstawiam ciasto w chłodne miejsce na co najmniej pół godziny,
- piekę w dobrze nagrzanej gofrownicy do zrumienienia,
- po upieczeniu wykładam na kratkę.


***
     Ilość wody reguluję w zależności od tego jak duże są jajka lub jaki typ mąki używam, staram się, żeby ciasto miało konsystencję niezbyt gęstej śmietany. W czasie pieczenia nie otwieram gofrownicy, bo wtedy gofry mają tendencje do "klapcenia" i rozwarstwiania się. 
     Nie dodaję mleka, bo mój syn ostatnio go unika, więc większość potraw staram się robić bezmlecznych, gdy to tylko możliwe.

***
    Z moich doświadczeń wyszło, że ciasto najlepiej się wypieka na chrupko, gdy się schłodzi. Niekiedy część zostawała mi na następny dzień i wtedy w ogóle gofry były obłędne, choć samo ciasto wyjęte na drugi dzień z lodówki wygląda nieciekawie...

***
     "Buziaki" ze zdjęcia to tak na spóźnione Walentynki, mam nadzieję, że były słodkie i udane! :)
.



sobota, 11 lutego 2017

klopsiki z mięsa mielonego w sosie

.

     Jedna z moich ulubionych wersji na mielone mięso -  klopsiki w sosie. Właściwie mogą być to kotlety mielone dowolnej wielkości, ale takie małe kuleczki są najsmaczniejsze. Często robię to danie, gdy zostaną mi mielone z poprzedniego dnia.
     Sos może być właściwie zrobiony na wiele sposobów, dzięki dodaniu pieczarek, różnych warzyw, koperku lub koncentratu. Można pobawić się w różne warianty smakowe. Niby jedna potrawa, a możliwości bez liku. :)


KLOPSIKI Z MIĘSA MIELONEGO W SOSIE

klopsiki:
50-70 dag mielonego mięsa (wieprzowego, wieprzowo-wołowego, z indyka)
2-3 jaja
1-2 cebula
1 bułka namoczona w mleku
sól, pieprz
kilka łyżek tartej bułki do obtaczania
tłuszcz do smażenia (oliwa, olej)

sos:
1-2 cebule
1 marchewka
1-2 ząbki czosnku (opcjonalnie)
bulion lub gorąca woda
sól, pieprz
ulubione przyprawy np. oregano, tymianek itp.
(koperek, pieczarki, koncentrat - opcjonalnie)


- wszystkie cebule drobno kroję i przesmażam na szklisko, połowę studzę,
- mięso mielone, jajka, bułkę namoczona w mleku (lub kilka łyżek bułki tartej), przestudzoną cebulę (połowę!) i przyprawy dokładnie mieszam,
- formuję małe kuleczki z mięsa, obtaczam w bułce i smażę na rozgrzanym tłuszczu do zrumienienia (można mięso porcjować np. łyżką stołową),
- w garnku zalewam bulionem usmażoną cebulę (drugą połowę), startą na tarce marchewkę i usmażone klopsiki, tak, aby były przykryte,
- dodaję przeciśnięty przez praskę czosnek i przyprawy, doprawiam sola i pieprzem,
- całość duszę ok. 20-30 minut, czasem krócej, jeśli klopsiki są malutkie (czasem jeśli sos jest zbyt gęsty dodaje gorącą wodę lub bulion).

***
     Najczęściej planując na obiad kotlety mielone staram się zrobić ich więcej, tak, aby na drugi dzień mieć bazę do takiego sosu. Sos można urozmaicić warzywami: papryką, cukinią, pomidorami, fasolką szparagową lub gotową mrożonką warzywną, itp. - wtedy znakomicie smakuje z makaronem lub kaszą.

***
     Jeszcze g'woli wyjaśnienia - marchewka w sosie to już moja tradycyjna metoda przemycania warzyw do potraw, które spokojnie by się bez nich obyły. Sos, oczywiście, też można zrobić bez marchewki, ale świadomość, że ją dodaję poprawia zdrowy wizerunek tego dania. ;)))
.

poniedziałek, 6 lutego 2017

zupa meksykańska

.

     Jedna z tych zup, które dodają animuszu i rozgrzewają. Nie mam pojęcia, czy w Meksyku je się taką zupę, ale nazywa się ładnie, egzotycznie. :)
     Jest bardzo pożywna, warzywna i smaczna. Po dwóch, trzech dniach, można się dać za nią pokroić, bo nabiera takiego smaku...


ZUPA MEKSYKAŃSKA
(przepis znaleziony u Kasi Guzik)

- 500 g chudego, wieprzowego mięsa mielonego (np. z szynki)
- 1 czerwona cebula
- 1 zwykła cebula
- 5 ząbków czosnku
- 1 czerwona papryka
- 1 puszka czerwonej fasoli
- 1 puszka kukurydzy
- 1 puszka krojonych pomidorów (lub kilka świeżych)
- 1 spora łyżka koncentratu pomidorowego
- 3 łyżki oleju
- 1 pełna łyżeczka słodkiej papryki
- 1/2 łyżeczki ostrej papryki
- 1 pełna łyżeczka suszonego majeranku
- 1 liść laurowy
- 1 kulka ziela angielskiego
- 1 łyżeczka cukru
- 2 szczypty mielonej gałki muszkatołowej
- sól i pieprz do smaku

Opcjonalnie:
- żółty ser
- chipsy tortilla

- na rozgrzanym oleju podsmażamy drobno posiekaną cebulę oraz czosnek,
- po kilku minutach dodajemy pokrojoną w kostkę paprykę i smażymy kolejne 5-6 minut dość często mieszając,
- następnie do warzyw dodajemy mięso oraz wszystkie przyprawy (w tym płaską łyżeczkę soli) i całość dusimy około 8-10 minut, od czasu do czasu mieszając,
- po tym czasie dodajemy odsączoną z zalewy kukurydzę, pomidory oraz przepłukaną na sicie fasolę,
- całość zalewamy litrem wody i dodajemy rozmieszany z woda koncentrat,
- gotujemy na wolnym ogniu przez około 10 minut, a następnie doprawiamy do smaku solą i pieprzem :)

***
Przepis jest dość szybki i prosty, ale efekt naprawdę smaczny!

***
O, a zamiast cukru dodałam łyżkę miodu i mam wrażenie, że dzięki temu jest jeszcze smaczniej. :)))
.

czwartek, 8 grudnia 2016

makaron z boczkiem i twarogiem

.

     Dziś to co najprostsze, danie z mojego dzieciństwa. Smaki, które wciąż powracają do mnie jak dobra opowieść. Taki makaron pamiętam od nie wiem kiedy. :)))
     Nie potrafię opisać co jest w tej potrawie takiego magicznego, że wciąż mam do niej nie tylko sentyment, ale wręcz miłość. Może to, że jest genialnie prosta, a jednak zaskakująca - trzy główne składniki (tylko trzy!) tak ze sobą współgrają i wzajemnie się uzupełniają, że niczego więcej tu naprawdę nie trzeba dodawać. Czasem zdarza mi się dorzucić jedną cebulkę lub laskę kiełbasy, ale generalnie taka najprostsza wersja to jest właśnie to.
Jeśli ktoś z Was nie jadł jeszcze takiego makaronu, to niech żałuje, ot co. :)))



MAKARON Z BOCZKIEM I TWAROGIEM

1 opakowanie makaronu (dowolnego) 500 g
20-30 dag boczku wędzonego lub surowego
20 dag twarogu (białego sera - może być półtłusty lub tłusty)
1 cebula (opcjonalnie)
sól,
pieprz (sporo)


- makaron ugotować wg przepisu na opakowaniu, odcedzić (ja makaronu nie hartuję, tzn. nie przelewam zimną wodą),
- boczek pokroić w kosteczkę i podsmażyć (można wkroić pokrojoną drobno cebulę i podsmażyć, ale niekoniecznie),
- połączyć ciepły makaron z boczkiem, wymieszać i chwilę podgrzać,
- doprawić solą i pieprzem,
- twaróg pokruszyć i również dodać do makaronu, wymieszać (lub podać osobno do posypania na talerzach),
- podawać natychmiast :)

***
     Inni zwolennicy tego makaronu przekonują mnie często, że najlepiej połączyć gorący makaron, i gorący boczek z zimnym twarogiem, i że to jest to coś, jedyny słuszny sposób podania. Ale ja lubię taki lekko podgrzany, dobrze wymieszany i niekoniecznie zimno-ciepły... Zresztą, prawdę powiedziawszy lubię i taki, i taki. ;)
     Czasem, żeby wzbogacić smak dodaję podsmażoną, drobno pokrojoną kiełbasę.
.

Related Posts with Thumbnails