.
Ostatnio wciąż ciągnie się za mną zmęczenie i katar. Postanowiłam więc poszperać w sieci i poszukać naturalnych sposobów podnoszących odporność i/lub pomagających w zwalczaniu infekcji wszelakich. Natknęłam się na mnóstwo przepisów; opisów cudownych właściwości czosnku, cebuli, chrzanu, kurkumy itp. Zebrałam zatem kilka przepisów w jeden słoik. ;)))
I tak oto powstała mikstura, która częściowo ma nas wzmocnić, a częściowo wyleczyć (naturalny antybiotyk), będziemy ją testować, ale coś czuję, że skoro tyle osób zachwala jej właściwości lecznicze, to musi działać. Czas pokaże. :)
MIKSTURA WZMACNIAJĄCA ODPORNOŚĆ
(czosnkowo-cebulowo-imbirowo-chrzanowa)
1 szkl. czosnku
1 szkl. cebuli
1 szkl. korzenia chrzanu
1 szkl. korzenia imbiru
1 szkl. natki pietruszki
3 łyżki miodu
2 łyżki ostrej papryki
2 łyżki kurkumy
1 łyżka pieprzu
1 łyżka rozmarynu
1 łyżka cynamonu cejlońskiego
1,5 litra octu jabłkowego
- czosnek i cebulę pokroić w drobną kostkę,
- natkę pietruszki pociąć,
- imbir i chrzan zetrzeć na tarce na grubych oczkach,
- w misce wymieszać wszystkie składniki i dodać 0,5 l octu
- do słoików (u mnie trzy litrowe słoiki) włożyć po 2/3 objętości mieszanki i dopełnić octem
- słoiki odstawić w chłodne, zacienione miejsce na 2 tygodnie, codziennie wstrząsnąć
Dawkowanie:
- wzmacniająco 1 łyżkę rozpuszczoną w kieliszku wody dwa razy dziennie,
- w czasie infekcji kilka łyżek dziennie,
- lub jako dressing do sałatek :)
.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrowie. Pokaż wszystkie posty
sobota, 14 grudnia 2019
poniedziałek, 12 października 2015
herbatka ziemiańska wg Stefanii Korżawskiej
.
Dzisiejszy ziąb z rana sprawił, że z mojego nosa polał się wodospad... Zmarzłam i już.
Uwielbiam jesień, ale czasem energia spada mi poniżej normy i naprawdę dopada chandra z lekką nostalgią za latem w tle... Mam jednak na to świetne antidotum - herbatki ziołowe. :)
Dziś od rana popijam herbatkę ziemiańską wg nieco zmodyfikowanego przepisu Stefanii Korżawskiej. Od razu nabrałam energii i chęci do życia!
Herbatka oczyszcza naczynia krwionośne i poprawia krążenie. Leczy stany zapalne jelit, ale przede wszystkim dodaje animuszu. Jest dobra zarówno dla dorosłych jak i dla dzieci. Rozgrzewa i rozbudza krew.
HERBATKA ZIEMIAŃSKA
(wg Stefanii Korżawskiej)
- liście poziomki
- liście porzeczki czarnej
- liście jeżyny
- kwiat głogu (u mnie suszone owoce głogu)
- owoce jarzębiny
- zioła zmieszać w równych proporcjach (u mnie po 2 łyżki suszu)
- 4-5 łyżek mieszanki zaparzać kilka minut pod przykryciem, np. w dzbanku (można zalać ponownie i popijać przez cały dzień)
***
Najczęściej zalewam czubatą łyżeczkę mieszanki ziołowej w dużym (około 350 ml) kubku i zaparzam pod przykryciem 10-15 minut. Ta herbatka pachnie latem i rozgrzanymi w słońcu liśćmi, i trochę działką moich rodziców...pycha...
***
Nie wiem czy te wszystkie zioła można dostać w sklepach zielarskich lub aptekach, ja swoje pozbierałam i ususzyłam latem, taka sprytna byłam w tym roku. :)))
.
Dzisiejszy ziąb z rana sprawił, że z mojego nosa polał się wodospad... Zmarzłam i już.
Uwielbiam jesień, ale czasem energia spada mi poniżej normy i naprawdę dopada chandra z lekką nostalgią za latem w tle... Mam jednak na to świetne antidotum - herbatki ziołowe. :)
Dziś od rana popijam herbatkę ziemiańską wg nieco zmodyfikowanego przepisu Stefanii Korżawskiej. Od razu nabrałam energii i chęci do życia!
Herbatka oczyszcza naczynia krwionośne i poprawia krążenie. Leczy stany zapalne jelit, ale przede wszystkim dodaje animuszu. Jest dobra zarówno dla dorosłych jak i dla dzieci. Rozgrzewa i rozbudza krew.
HERBATKA ZIEMIAŃSKA
(wg Stefanii Korżawskiej)
- liście poziomki
- liście porzeczki czarnej
- liście jeżyny
- kwiat głogu (u mnie suszone owoce głogu)
- owoce jarzębiny
- zioła zmieszać w równych proporcjach (u mnie po 2 łyżki suszu)
- 4-5 łyżek mieszanki zaparzać kilka minut pod przykryciem, np. w dzbanku (można zalać ponownie i popijać przez cały dzień)
***
Najczęściej zalewam czubatą łyżeczkę mieszanki ziołowej w dużym (około 350 ml) kubku i zaparzam pod przykryciem 10-15 minut. Ta herbatka pachnie latem i rozgrzanymi w słońcu liśćmi, i trochę działką moich rodziców...pycha...
***
Nie wiem czy te wszystkie zioła można dostać w sklepach zielarskich lub aptekach, ja swoje pozbierałam i ususzyłam latem, taka sprytna byłam w tym roku. :)))
.
wtorek, 13 stycznia 2015
herbatka mistrzowska Stefanii Korżawskiej
.
Zanim napiszę o dobroczynnych właściwościach tej herbatki po pierwsze chciałam głośno napisać, że uwielbiam ją za nietypowy smak i zapach. :)
Herbatka mistrzowska pani Stefanii Korżawskiej, to przede wszystkim napój rozgrzewający. "Zapewnia ciepło całemu organizmowi", jak opowiada o niej autorka w programie "Drogowskazy Zdrowia" (odc. 3 sezonu I). Na ten program trafiłam jakiś czas temu zupełnie przypadkowo, szukając czegoś o ziołach. Stefania Korżawska opowiada o właściwościach leczniczych i zaletach ziół, także o diecie budującej zdrowie. Oczywiście zioła i dieta nie zastąpią w razie kłopotów wizyty u lekarza, ale mogą wspomóc na co dzień nasze organizmy. A poza wszystkim, bardzo mi się spodobał sposób w jaki opowiada o roślinach - jak o przyjaciołach lub dobrych znajomych. :)
Stefania Korżawska poleca herbatkę mistrzowską, i dla ludzi zdrowych, i dla chorych. Szczególnie w przypadkach zaburzenia krążenia, alergii, reumatyzmu, chorych zatok.
Herbatka wzmacnia również system odpornościowy.
Mogą ja pić zarówno dorośli jak i dzieci przez dłuższy czas.
HERBATKA MISTRZOWSKA
wg Stefanii Korżawskiej
majeranek
anyżek
kminek
dziewanna
głóg
- w równych proporcjach, np. po 1 łyżce ziół
- zioła wsypuję do miseczki, mieszam
- 2 łyżki mieszanki zalewam wrzątkiem i zaparzam w dzbanku, pod przykryciem, około 15 minut
- po wypiciu całego dzbanka, zioła zalewam wrzątkiem ponownie
- popijam herbatkę przez cały dzień :)
- mieszankę przechowują w szczelnie zamkniętym słoiku
***
Gdy pierwszy raz zaparzyłam tą herbatkę byłam zaskoczona nieprzeciętnym smakiem, zauroczył mnie od pierwszego łyczka!
Proporcje ziół nie zostały podane w programie "Drogowskazy Zdrowia", w którym jest omawiana ta herbatka. Na podobny przepis trafiłam w jednej z książek Stefanii Korżawskiej.
Zioła kupuję w sklepach zielarskich lub aptekach (czasem jeśli nie ma ich na półce, możne poprosić o ich zamówienie, w mojej osiedlowej aptece nie ma z tym żadnych problemów). Głóg w tym roku zebrałam z okolicznych pól i sama ususzyłam. :)
.
Zanim napiszę o dobroczynnych właściwościach tej herbatki po pierwsze chciałam głośno napisać, że uwielbiam ją za nietypowy smak i zapach. :)
Herbatka mistrzowska pani Stefanii Korżawskiej, to przede wszystkim napój rozgrzewający. "Zapewnia ciepło całemu organizmowi", jak opowiada o niej autorka w programie "Drogowskazy Zdrowia" (odc. 3 sezonu I). Na ten program trafiłam jakiś czas temu zupełnie przypadkowo, szukając czegoś o ziołach. Stefania Korżawska opowiada o właściwościach leczniczych i zaletach ziół, także o diecie budującej zdrowie. Oczywiście zioła i dieta nie zastąpią w razie kłopotów wizyty u lekarza, ale mogą wspomóc na co dzień nasze organizmy. A poza wszystkim, bardzo mi się spodobał sposób w jaki opowiada o roślinach - jak o przyjaciołach lub dobrych znajomych. :)
Stefania Korżawska poleca herbatkę mistrzowską, i dla ludzi zdrowych, i dla chorych. Szczególnie w przypadkach zaburzenia krążenia, alergii, reumatyzmu, chorych zatok.
Herbatka wzmacnia również system odpornościowy.
Mogą ja pić zarówno dorośli jak i dzieci przez dłuższy czas.
HERBATKA MISTRZOWSKA
wg Stefanii Korżawskiej
majeranek
anyżek
kminek
dziewanna
głóg
- w równych proporcjach, np. po 1 łyżce ziół
- zioła wsypuję do miseczki, mieszam
- 2 łyżki mieszanki zalewam wrzątkiem i zaparzam w dzbanku, pod przykryciem, około 15 minut
- po wypiciu całego dzbanka, zioła zalewam wrzątkiem ponownie
- popijam herbatkę przez cały dzień :)
- mieszankę przechowują w szczelnie zamkniętym słoiku
***
Gdy pierwszy raz zaparzyłam tą herbatkę byłam zaskoczona nieprzeciętnym smakiem, zauroczył mnie od pierwszego łyczka!
Proporcje ziół nie zostały podane w programie "Drogowskazy Zdrowia", w którym jest omawiana ta herbatka. Na podobny przepis trafiłam w jednej z książek Stefanii Korżawskiej.
Zioła kupuję w sklepach zielarskich lub aptekach (czasem jeśli nie ma ich na półce, możne poprosić o ich zamówienie, w mojej osiedlowej aptece nie ma z tym żadnych problemów). Głóg w tym roku zebrałam z okolicznych pól i sama ususzyłam. :)
.
Etykiety:
alternatywnie,
anyżek,
dziewanna,
głóg,
herbata,
kminek,
majeranek,
Stefania Korżawska,
zdrowie,
zioła
niedziela, 22 września 2013
żucie (ssanie) oleju - oil pulling
.
Żucie (ssanie) oleju.
Oil pulling
Przyznam, że usłyszałam o tej metodzie usuwania toksyn z organizmu niedawno, od Babci Hani. Na podwórku można dowiedzieć się wielu cennych rzeczy, wystarczy słuchać. :)
Babcia Hania, pani o niesamowitej energii, 66-letnia kobieta z warkoczem do polowy pleców i mnóstwem ciekawych historyjek, opowiedziała mi ostatnio o metodzie oczyszczania organizmu z toksyn prof. Michała Tombaka* . A ja tylko patrząc na nią, postanowiłam spróbować. :)
Najpierw jednak trochę poszperałam i poczytałam w internecie. I zebrałam kilka informacji:
1.
Ssanie oleju, to metoda oczyszczania organizmu z toksyn, której twórcą jest prof. Michał Tombak.* Do płukania jamy ustnej wystarczy każdy rodzaj oleju tłoczonego na zimno, jednak najlepsze właściwości wykazuje olej słonecznikowy, arachidowy lub oliwa z oliwek. Podobno taka kuracja pomaga w leczeniu m.in. anemii, miażdżycy, egzemy, obrzęków, chorób przewodu pokarmowego czy reumatyzmu.
*edycja: o tej metodzie pisała również dr J. Górnicka, dr F. Karach przedstawił ją podczas obradowania Związku Onkologów i Bakteriologów chyba około lat 70-tych, a metoda jest znana od tysięcy lat...
Każdy z nas narażony jest na różne choroby i dolegliwości. Uzależnione jest to głównie od stanu układu odpornościowego, którego prawidłowe działanie jest zaburzone przez mikroorganizmy czy też nieprawidłową, szkodliwą dietę. Według prof. Tombaka wszystkie negatywne czynniki sprowadzają się do jednego – nasz organizm zaczyna gromadzić toksyny przy jednoczesnym zbyt powolnym ich wydalaniu. Dlatego powinniśmy wiedzieć, że oczyszczanie organizmu jest niezwykle istotne i zapobiega chorobom, niwelując ich przyczyny. Jednocześnie dzięki temu nasz organizm odzyskuje swoją odporność i na nowo z łatwością rozprawia się zarówno z drobnymi jak i poważniejszymi schorzeniami.
Płukanie ust olejem jest wskazane w leczeniu anemii, miażdżycy, zapalenia żył i innych chorób układu krwionośnego, a także egzemy, obrzęków, chorób przewodu pokarmowego (w tym wzdęć, zaparć, biegunek czy wrzodów), reumatyzmu, alergii, migreny, bólu głowy oraz wielu nowotworów. Niezwykle ważna jest więc higiena jamy ustnej, gdzie znajduje się wiele rodzajów bakterii (głównie gronkowców i paciorkowców), wirusów, pierwotniaków oraz grzybów z rodzaju Candida. Jama ustna bywa najczęściej pierwotnym źródłem zakażenia narządów wewnętrznych, a ssanie oleju pomaga w zapobieganiu i leczeniu wszelkich chorób.
(link)
2.
(link)
3.
Jak ssać olej ?
- rano na czczo jeszcze przed umyciem zębów (lub wieczorem, 3 godziny po jedzeniu, tuż przed spaniem)
- 1 łyżkę oleju słonecznikowego (lepiej niepełną) - należy przyjąć nie więcej niż 1 stołową łyżkę oleju (15 ml)
- ssać lekko, bez wysiłku, w przedniej części jamy ustnej przez 15-30 minut
- nie połykać!
- wypluć do muszli klozetowej (nie do umywalki!)
- przepłukać usta wodą (spotkałam się również z płukaniem wodą z solą lub z sodą oczyszczoną)
- umyć zęby :)
Jaki olej?
- do płukania wystarczy każdy rodzaj oleju tłoczonego na zimno, jednak najlepsze właściwości wykazuje słonecznikowy, arachidowy lub oliwa z oliwek
- spotkałam się również z olejem kokosowym i lnianym
Co się dzieje z olejem?
- na początku olej trochę zgęstnieje, potem zrobi się płynny i biały
- po upływie czasu, który przeznaczyliśmy na ssanie olej należy wypluć,najlepiej do muszli klozetowej i zaraz go spłukać, i nie wolno tego oleju połknąć! bo zawiera wyssane z organizmu zarazki chorobowe
- oleju nie można połykać, ponieważ zawiera toksyny i mikroorganizmy wchłonięte w czasie płukania. To zniweczy efekty kuracji. Następnie trzeba umyć zęby i dokładnie wypłukać wodą. Ważne jest także czyszczenie języka, na którym zbiera się osad oraz wydzieliny błon śluzowych. Tę czynność można wykonać za pomocą szczoteczki do zębów lub przy użyciu łyżeczki do herbaty.
Jak długo stosować tą kurację?
- sanie oleju można stosować dowolnie długo od 1-6 miesięcy, a profilaktycznie około 2 tygodni (powtarzać co kilka miesięcy)
4.
Co z tego będę miała?
Po jakimś czasie, niedługim, odczujecie przypływ energii, spokoju, będzie wam się lepiej spało, poprawi się pamięć, wzmocnią włosy i paznokcie. Cera stanie się gładka. Olej oczyszcza organizm od wewnątrz. Olej można ssać raz dziennie.
Jak twierdzi twórca terapii, już po upływie 2 tygodni ustępują ostre stany chorobowe, a w ciągu kilku miesięcy – przewlekłe. W przypadku poważnych schorzeń w pierwszych tygodniach stosowania oczyszczania mogą wystąpić różnego rodzaju „niedomagania” jak osłabienie, ospałość, przeziębienie czy też nasilenie objawów choroby.
(link jak wyżej)
5.
I dodatkowe pytanie - Czy ta metoda może mi zaszkodzić?
...?
***
Postanowiłam zrobić eksperyment na "żywym" organizmie, czyli na sobie. :) I sprawdzić jak działa metoda detoksykacji olejem. I spróbuję to opisać...
Dzień Pierwszy: Zaczęłam od dzisiaj, czwartek rano 19.09.2013.
- Poranne 15 minut żucia oleju słonecznikowego, zabarwiło go na biało! Wypłukałam buzię wodą i ta woda również była po pierwszym płukaniu mleczno-biała. Umyłam zęby i zjadłam śniadanie, wypiłam kawę i poczułam "kluchę" w gardle (wiem, że to niezbyt apetyczne), którą udało się wypluć (też miała kolor mleczno-biały). Nie wiem czy ta "klucha" to normalny symptom.
Przez cały dzień miałam wrażenie, że ślina mi się pieni (!). Mój mąż stwierdził, że wychodzi ze mnie wścieklizna...
Dzień Trzeci: sobotni poranek 21.09.2013.
- Złapałam gdzieś niewielki katar. Niefajnie się żuje olej z lekko zatkanym nosem, ale się daje. :)
Dzień Czwarty: niedzielny poranek, poimprezowy ;) 22.09.2013.
- Hm, jestem zdziwiona, że zwykłe płukanie ust olejem niweluje wszelkie niefajne uczucia w buzi i tzw. "trampka". Jestem pod wrażeniem...
Dzień Piąty: poniedziałek, po niefajnej nocy 23.09.2013.
- W nocy budził mnie kilka razy potworny ból gardła, nie wiem czy ma to jakikolwiek związek z żuciem oleju, czy po prostu załapałam jakąś infekcję. Po porannym "zabiegu olejowym" gardło nieco odpuściło, co bardzo mnie cieszy.
- W zasadzie od samego początku kuracji mam wrażenie, że w gardle gromadzi mi się coś w rodzaju "kluchy", ale w ciągu dnia to uczucie mija, przedtem czegoś takiego nie miałam.
Dzień Siódmy: środa, 25.09.2013.
- Po południu miałam takie zawroty głowy, że na 3 godziny musiałam się położyć, bo nie byłam w stanie utrzymać równowagi. :( Do tego, miałam dziwne uczucie w okolicach czoła i nasady nosa, nawet nie ból, tylko jakby ucisk. I porządny katar. Wciąż nie wiem, czy to tymczasowe skutki uboczne żucia oleju, czy po prostu jakaś paskudna infekcja. Nie pisałabym o tym, gdyby nie to, że po nocy mi przeszło.
Dzień Ósmy: czwartek, 26.09.2013.
- Zniknął mi katar, jak ręką odjął. Nadal mam lekki ból gardła i czasem kaszlnę, ale po katarze słuch zaginął, a nie trwał nawet przysłowiowych siedmiu dni (tylko pięć ;).
Dodam tylko, że nie biorę żadnych lekarstw na to przeziębienie.
*edit: późnym wieczorem katar wrócił :(, tyle, że umiejscowił się bliżej zatok, krótka radość z pełnego oddechu trwała tylko (lub aż?) cały dzień...
Dzień Dziewiąty: piątek, 27.09.2013.
- Wczoraj wieczorem zjadłam sporą porcję czosnku, trochę z łakomstwa (!), trochę w celach leczniczych, a trochę w celach eksperymentalnych. W jednym z filmików na YT Mayathebee2626 opowiada, że nawet jak naje się czosnku wieczorem, to na drugi dzień znika jego przykry zapach po płukaniu ust olejem. Postanowiłam to sprawdzić.
I muszę przyznać jej rację, po porannym ssaniu oleju, zapach czosnkowy znika, przynajmniej takie mam odczucie na tyle na ile pozwala mi to ocenić lekki katar i tolerancja własnych zapachów. :)
Dzień Osiemnasty: niedziela, 06.10.2013.
- Najkrótsza, profilaktyczna kuracja olejem miała trwać dwa tygodnie. Dziś mijają dwa tygodnie i cztery dni odkąd zaczęłam żuć olej i chyba czas na krótkie podsumowanie:
1. Po pierwsze, nie zauważyłam u siebie szczególnie spektakularnego wybielenia zębów, owszem muszę przyznać, że się bardziej błyszczą i świecą, w końcu są naoliwione ;) być może na bardziej zauważalne efekty trzeba jeszcze poczekać?
2. Po drugie, uczucie świeżości w ustach jest niesamowite. Mam wrażenie, że nie ma porannego przysłowiowego "trampka", a uciążliwe czasami skutki uboczne wieczornych posiłków z czosnkiem i cebulą też już odeszły w zapomnienie. Ogólnie czuję poprawę higieny w buzi. Duży plus.
3. Odkąd żuję olej mam wrażenie, że oddycha mi się lżej, ale czy to autosugestia, czy wynik kuracji, trudno mi to osądzić, bo w międzyczasie byłam przeziębiona, więc odetkany nos daje mi powód do szczerej radości. :)
4. Co do usuwania toksyn i leczniczych skutków ssania oleju, to jak na razie, niczego takiego nie odczuwam, na to być może też jest za wcześnie? Nie wiem.
5. A, i na koniec jeszcze jedno spostrzeżenie. Wydaje mi się, że ostatnio mam więcej energii, bardzie mi się "chce" i mam więcej siły. :) I tu również mam wątpliwości, czy związane jest to z olejem, czy z tym, że po lecie mam jeszcze naładowane pozytywnie akumulatory.
Postanowiłam dalej ssać olej. Jestem ciekawa, czy po dłuższym czasie coś jeszcze się poprawi, zmieni. Bardzo szybko przyzwyczaiłam się do porannego rytuału - a myślałam, że wstawanie parę minut wcześniej będzie dla mnie problematyczne ;)
cdn. ;)
Piątek, 20.02.2015 r.
Po bardzo długim czasie postanowiłam uzupełnić informacje o ssaniu oleju i podzielić się kolejnymi spostrzeżeniami. Natchnęła mnie do tego notka znaleziona na blogu Agnieszki Maciąg.
Będzie krótko i na temat. :)
- Wytrwałam od września 2013 r. do lipca 2014 r. - zrobiłam sobie wakacyjną przerwę, trochę z powodu wyjazdów, trochę z lenistwa, a trochę dlatego, że czułam się na tyle dobrze, że postanowiłam przerwać "kurację". :)
1. Miałam mnóstwo energii przez całą zimę.
2. Moje zęby naprawdę lekko się wybieliły.
3. I praktycznie zimą ani wiosną nie chorowałam.
4. Lato 2014 (intensywne i ciepłe) mignęło bez żadnych "gardłowych" problemów.
- Jesienią 2014 r. po pierwszej infekcji, którą przywlekła moja córka ze szkoły (z totalnym bólem gardła, głowy, katarem i resztą atrakcji) wróciłam do porannego rytuału ssania oleju i robię to do dziś.
- Kilka razy walczyłam z infekcjami gardła, ale nie przechodziłam ich zbyt ciężko. Przynajmniej, nie tak jak bywało to dwa, trzy lata wcześniej...
- Przez całą zimę nie miałam kataru, ani zatkanych zatok!
- Ból głowy to taka rzadkość, że ostatnio jak po nieprzespanej nocy rozbolała mnie głowa, to myślałam, że to koniec świata. ;)))
- Nadal mam poranne wrażenie przypływu dodatkowej energii. I takiego uczucia, hm, jakby wyostrzenia zmysłów, takiej rześkiej pobudki. :)
cdn. ;)
Etykiety:
alternatywnie,
oczyszczanie organizmu,
olej,
prof. Michał Tombak,
zdrowie
niedziela, 10 czerwca 2012
syrop sosnowy (z pędów majowych)
.
Jest doskonały na kaszel i przeziębienie. Smaczny i aromatyczny.
I skuteczny. :)
Syrop sosnowy:
1 kg młodych pędów sosny (zebranych w maju, rosną do góry na gałęziach, są proste)
1 kg cukru (mniej więcej)
W maju zebrałam młode pędy sosny miały około od 5 do 10 cm, były jeszcze miękkie i lepkie od żywicy. (Z jednej gałązki sosny zrywać należy nie więcej niż jeden pęd, aby gałązki miały możliwość urosnąć) Dokładnie je umyłam, oczyściłam z małych żyjątek i paprochów. Pokroiłam na mniejsze kawałki, żeby lepiej układały się w słoju.
Następnie układałam warstwami przesypując obficie cukrem i lekko ubijałam.
Na wierzchu przysypałam całość około centymetrową warstwą cukru, tak by pędy nie wystawały i nie pleśniały.
Odstawiłam na nasłoneczniony parapet i po 14 dniach cukier zamienił się w syrop (to może być zarówno po 10 jak po 15 dniach w zależności od temperatury i nasłonecznienia) Codziennie lekko wstrząsałam i mieszałam słój. :)
Zlałam syrop dobrze odciskając pędy, przecedziłam przez gazę.
Wlałam do małych słoiczków i pasteryzowałam przez 10 minut.
Jeśli syrop ma być przeznaczony dla dzieci nie dodaje się oczywiście spirytusu, jednak można to zrobić jeśli będą go pić tylko dorośli. :)
***
Nalewka sosnowa:
Pozostałe przyrosty zalałam spirytusem zmieszanym z wódką 40 % w proporcji 1:1.
Pozostawiłam na około 3 tygodnie.
Po zlaniu nalewki pędy można zalać alkoholem ponownie. Jest to najprostsza wersja sosnowej nalewki.
***
Syrop sosnowy (gotowany):
(przepis stąd)
Młode końcówki dokładnie myjemy, wkładamy do garnka i zalewamy wodą. Gotujemy 1,5 - 2 godziny, następnie odlewamy powstały wywar od końcówek. Wywar wlewamy do garnka. Na każdy litr wywaru1 kg cukru. Wszystko gotujemy
na małym ogniu przez 2 - 2,5 godziny. Następnie gorący przelewamy do
szklanych buteleczek i zakręcamy.
Smakiem przypomina syrop Pini. Dobry na przeziębienia, kaszel.
Można dodawać go do herbaty.
Składniki:
młode odrosty z sosny zbieramy w maju (połowa maja)
cukier
woda
Jest doskonały na kaszel i przeziębienie. Smaczny i aromatyczny.
I skuteczny. :)
Syrop sosnowy:
1 kg młodych pędów sosny (zebranych w maju, rosną do góry na gałęziach, są proste)
1 kg cukru (mniej więcej)
W maju zebrałam młode pędy sosny miały około od 5 do 10 cm, były jeszcze miękkie i lepkie od żywicy. (Z jednej gałązki sosny zrywać należy nie więcej niż jeden pęd, aby gałązki miały możliwość urosnąć) Dokładnie je umyłam, oczyściłam z małych żyjątek i paprochów. Pokroiłam na mniejsze kawałki, żeby lepiej układały się w słoju.
Następnie układałam warstwami przesypując obficie cukrem i lekko ubijałam.
Na wierzchu przysypałam całość około centymetrową warstwą cukru, tak by pędy nie wystawały i nie pleśniały.
Odstawiłam na nasłoneczniony parapet i po 14 dniach cukier zamienił się w syrop (to może być zarówno po 10 jak po 15 dniach w zależności od temperatury i nasłonecznienia) Codziennie lekko wstrząsałam i mieszałam słój. :)
Zlałam syrop dobrze odciskając pędy, przecedziłam przez gazę.
Wlałam do małych słoiczków i pasteryzowałam przez 10 minut.
Jeśli syrop ma być przeznaczony dla dzieci nie dodaje się oczywiście spirytusu, jednak można to zrobić jeśli będą go pić tylko dorośli. :)
***
Nalewka sosnowa:
Pozostałe przyrosty zalałam spirytusem zmieszanym z wódką 40 % w proporcji 1:1.
Pozostawiłam na około 3 tygodnie.
Po zlaniu nalewki pędy można zalać alkoholem ponownie. Jest to najprostsza wersja sosnowej nalewki.
***
Syrop sosnowy (gotowany):
(przepis stąd)
Młode końcówki dokładnie myjemy, wkładamy do garnka i zalewamy wodą. Gotujemy 1,5 - 2 godziny, następnie odlewamy powstały wywar od końcówek. Wywar wlewamy do garnka. Na każdy litr wywaru
Smakiem przypomina syrop Pini. Dobry na przeziębienia, kaszel.
Można dodawać go do herbaty.
Składniki:
młode odrosty z sosny zbieramy w maju (połowa maja)
cukier
woda
***
Młode pędy sosnowe.
.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

