Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alternatywnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alternatywnie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 14 grudnia 2019

mikstura wzmacniająca odporność (czosnkowo-cebulowo-imbirowo-chrzanowa)

.

     Ostatnio wciąż ciągnie się za mną zmęczenie i katar. Postanowiłam więc poszperać w sieci i poszukać naturalnych sposobów podnoszących odporność i/lub pomagających w zwalczaniu infekcji wszelakich. Natknęłam się na mnóstwo przepisów; opisów cudownych właściwości czosnku, cebuli, chrzanu, kurkumy itp. Zebrałam zatem kilka przepisów w jeden słoik. ;)))
     I tak oto powstała mikstura, która częściowo ma nas wzmocnić, a częściowo wyleczyć (naturalny antybiotyk), będziemy ją testować, ale coś czuję, że skoro tyle osób zachwala jej właściwości lecznicze, to musi działać. Czas pokaże. :)



MIKSTURA WZMACNIAJĄCA ODPORNOŚĆ
(czosnkowo-cebulowo-imbirowo-chrzanowa)

1 szkl. czosnku
1 szkl. cebuli
1 szkl. korzenia chrzanu
1 szkl. korzenia imbiru
1 szkl. natki pietruszki
3 łyżki miodu
2 łyżki ostrej papryki
2 łyżki kurkumy
1 łyżka pieprzu

1 łyżka rozmarynu
1 łyżka cynamonu cejlońskiego
1,5 litra octu jabłkowego

- czosnek i cebulę pokroić w drobną kostkę,
- natkę pietruszki pociąć,
- imbir i chrzan zetrzeć na tarce na grubych oczkach,
- w misce wymieszać wszystkie składniki i dodać 0,5 l octu
- do słoików (u mnie trzy litrowe słoiki) włożyć po 2/3 objętości mieszanki i dopełnić octem
- słoiki odstawić w chłodne, zacienione miejsce na 2 tygodnie, codziennie wstrząsnąć

 Dawkowanie:
- wzmacniająco 1 łyżkę rozpuszczoną w kieliszku wody dwa razy dziennie,
- w czasie infekcji kilka łyżek dziennie,
- lub jako dressing do sałatek :)
.


poniedziałek, 6 marca 2017

kiełki

.

     Na przednówku, przedwiośniu, czy jak to zwał, bardzo chce się jeść coś zielonego, młodego i świeżego. Nowalijki nie do końca mnie przekonują, są nafaszerowane chemią, a o tych z ogródków (z inspektu) póki co, można pomarzyć.
     Padło na kiełki, oczywiście można je jeść przez cały rok, ale teraz smakują naprawdę dobrze. :)
     Poza tym, w końcu się przemogłam i zaczęłam je sama uprawiać. I nie wiem, dlaczego nie robiłam tego wcześniej, to naprawdę banalnie proste. O kiełkowych zaletach i szczegółowych opisach ich właściwości można poczytać w internecie (np. tu, tu, tu), więc nie będę się rozpisywać. :)

   

Jak wyhodować kiełki:

Co?
- nasiona na kiełki można dostać praktycznie w każdym dyskoncie, markecie itp. lub kupić w sklepie internetowym (ja nasiona kupiłam w Biedronce i Stokrotce), ale najlepiej kupić nasiona z upraw organicznych,
- o jednym tylko trzeba pamiętać, żeby nie kupować zwykłych nasion do siewu gruntowego, bo te często są z dodatkiem chemii (są zaprawiane fungicydami i innymi chemicznymi środkami ochrony roślin, mogą zawierać pestycydy, nawozy i środki konserwujące oraz grzybobójcze), zresztą nie kupujemy też na kiełki roślin psiankowatych (pomidorów, papryki), bo są dla ludzi szkodliwe,
- najlepiej kupić nasiona specjalnie przeznaczone do kiełkowania :)

W czym?
- na rynku są różne kiełkownice (specjalne słoiki z siatką, kiełkownice piętrowe, lniane woreczki itp.)
- ja idąc najprostszą drogą użyłam zwykłe słoiki, gazę i gumki recepturki :)

Krok po kroku:
- słoik wyparzyłam,
- wsypałam nasiona,
- zalałam letnią wodą i odstawiłam na kilka godzin (na noc),
- rano wylałam wodę i przepłukałam porządnie nasiona (nie zdejmując gazy), wylałam nadmiar wody, odsączyłam i ułożyłam słoik pod kątem, do góry dnem, o tak:


- przepłukuję nasiona 2 razy dziennie - rano i wieczorem,
- po 2-4 dniach pojawiły się kiełki,
- wykiełkowane roślinki można obsuszyć i kilka dni trzymać w lodówce (mnie się maksymalnie udało trzymać dwa dni, bo je szybko zjadamy),
- dodaję je do kanapek, sosów, kasz, makaronu, zapiekanek (na zdjęciu), zup, placków, itp.... :)



***
     Nie jestem znawczynią od kiełków, ale tym bardziej polecam, bo nawet dla kogoś, kto tego nigdy samodzielnie nie robił jest to naprawdę proste i niedrogie. A świeże kiełki są świetnym dodatkiem do wszystkiego. Moja Córka lubi je jeść tak po prostu, jako przegryzkę. :)))

***
     Co do rodzaju nasion jeszcze sama nie wiem, które mi najbardziej smakują - bardzo lubię rzodkiewkę (bo jest pikantna i pachnie wiosną), kozieradkę, soczewicę... 
Dlatego polecam wszystkie. :)
.

poniedziałek, 12 października 2015

herbatka ziemiańska wg Stefanii Korżawskiej

.

     Dzisiejszy ziąb z rana sprawił, że z mojego nosa polał się wodospad... Zmarzłam i już.
Uwielbiam jesień, ale czasem energia spada mi poniżej normy i naprawdę dopada chandra z lekką nostalgią za latem w tle... Mam jednak na to świetne antidotum - herbatki ziołowe. :)

     Dziś od rana popijam herbatkę ziemiańską wg nieco zmodyfikowanego przepisu Stefanii Korżawskiej. Od razu nabrałam energii i chęci do życia!
     Herbatka oczyszcza naczynia krwionośne i poprawia krążenie. Leczy stany zapalne jelit, ale przede wszystkim dodaje animuszu. Jest dobra zarówno dla dorosłych jak i dla dzieci. Rozgrzewa i rozbudza krew.


HERBATKA ZIEMIAŃSKA 
(wg Stefanii Korżawskiej)

- liście poziomki
- liście porzeczki czarnej
- liście jeżyny
- kwiat głogu (u mnie suszone owoce głogu)
- owoce jarzębiny

- zioła zmieszać w równych proporcjach (u mnie po 2 łyżki suszu)
- 4-5 łyżek mieszanki zaparzać kilka minut pod przykryciem, np. w dzbanku (można zalać ponownie i popijać przez cały dzień)

***
         Najczęściej zalewam czubatą łyżeczkę mieszanki ziołowej w dużym (około 350 ml) kubku i zaparzam pod przykryciem 10-15 minut. Ta herbatka pachnie latem i rozgrzanymi w słońcu liśćmi, i trochę działką moich rodziców...pycha...

***
      Nie wiem czy te wszystkie zioła można dostać w sklepach zielarskich lub aptekach, ja swoje pozbierałam i ususzyłam latem, taka sprytna byłam w tym roku. :)))
.

wtorek, 13 stycznia 2015

herbatka mistrzowska Stefanii Korżawskiej

.

   
     Zanim napiszę o dobroczynnych właściwościach tej herbatki po pierwsze chciałam głośno napisać, że uwielbiam ją za nietypowy smak i zapach. :)

     Herbatka mistrzowska pani Stefanii Korżawskiej, to przede wszystkim napój rozgrzewający. "Zapewnia ciepło całemu organizmowi", jak opowiada o niej autorka w programie "Drogowskazy Zdrowia" (odc. 3 sezonu I). Na ten program trafiłam jakiś czas temu zupełnie przypadkowo, szukając czegoś o ziołach. Stefania Korżawska opowiada o właściwościach leczniczych i zaletach ziół, także o diecie budującej zdrowie. Oczywiście zioła i dieta nie zastąpią w razie kłopotów wizyty u lekarza, ale mogą wspomóc na co dzień nasze organizmy. A poza wszystkim, bardzo mi się spodobał sposób w jaki opowiada o roślinach - jak o przyjaciołach lub dobrych znajomych. :)
     Stefania Korżawska poleca herbatkę mistrzowską, i dla ludzi zdrowych, i dla chorych. Szczególnie w przypadkach zaburzenia krążenia, alergii, reumatyzmu, chorych zatok.
Herbatka wzmacnia również system odpornościowy.
Mogą ja pić zarówno dorośli jak i dzieci przez dłuższy czas.



HERBATKA MISTRZOWSKA
wg Stefanii Korżawskiej

majeranek
anyżek
kminek
dziewanna
głóg

- w równych proporcjach, np. po 1 łyżce ziół
- zioła wsypuję do miseczki, mieszam
- 2 łyżki mieszanki zalewam wrzątkiem i zaparzam w dzbanku, pod przykryciem, około 15 minut
- po wypiciu całego dzbanka, zioła zalewam wrzątkiem ponownie
- popijam herbatkę przez cały dzień :)
- mieszankę przechowują w szczelnie zamkniętym słoiku



***
     Gdy pierwszy raz zaparzyłam tą herbatkę byłam zaskoczona nieprzeciętnym smakiem, zauroczył mnie od pierwszego łyczka!
     Proporcje ziół nie zostały podane w programie "Drogowskazy Zdrowia", w którym jest omawiana ta herbatka. Na podobny przepis trafiłam w jednej z książek Stefanii Korżawskiej.
     Zioła kupuję w sklepach zielarskich lub aptekach (czasem jeśli nie ma ich na półce, możne poprosić o ich zamówienie, w mojej osiedlowej aptece nie ma z tym żadnych problemów). Głóg w tym roku zebrałam z okolicznych pól i sama ususzyłam. :)

.

sobota, 20 grudnia 2014

zakwas z buraków

.

     Od jakiegoś czasu robimy buraczany zakwas do picia. Dla "zdrowotności". 
Zakwas ma piękny, buraczkowy kolor i w kieliszku wygląda bardzo elegancko. Ja lubię trochę go rozcieńczyć wodą, ale można pić go bez dodatku wody, jest naprawdę smaczny. I zdrowy. (O właściwościach zakwasu można poczytać w internecie.) 
Oczywiście znakomity do barszczu i to nie tylko wigilijnego.
     Odkąd mój mąż zaczął nastawiać buraczki na zakwas, staramy się zawsze mieć butelkę tego specjału w lodówce, a gdy tylko się kończy, nastawiamy nowy słój.


ZAKWAS Z BURAKÓW

2 - 3 kg czerwonych buraków 
sól
przestudzona przegotowana woda
(można dodać przyprawy jak do kiszenia ogórków - ziele angielskie, liście laurowe, kminek, gorczyca, koper, czosnek, pieprz czarny ziarnisty...wg uznania)


- buraki dokładnie umyć, obrać ze skórki i pokroić w kostkę lub plasterki (ostatnio szorujemy buraki dokładnie drucianą myjką lub szczotką i nie obieramy)

- wrzucamy do dużego słoja

- dodajemy przyprawy wg uznania (lub w ogóle można ich nie dorzucać), np.:
     * 5-7 liści laurowych i 10 kulek ziela angielskiego
     * 4-10 ząbków czosnku, łyżka kopru włoskiego
     * 1 łyżka kminku, 5 liści laurowych, 10 kulek ziela angielskiego...

- buraki zalewamy roztworem soli i wody - 1 łyżka soli na 1 litr przegotowanej wody - tak by przykryć warzywa

- słój zakrywamy ściereczką lub podziurawioną folią i odstawiamy w ciepłe miejsce - u nas blat kuchenny

- po 4 do 7 dniach zakwas będzie gotowy (można go mieszać codziennie, ale nie jest to konieczne, wystarczy co 2 dni)

- przecedzamy (przez gazę, szmatkę, filtry do kawy), wlewamy do butelek i wstawiamy do lodówki 

- pijemy na zdrowie lub gotujemy pyszny barszcz :)

***
     Na burakach zbiera się "kożuszek", zdania na jego temat są podzielone, jedni go zbierają gdy tylko się pojawia, inni go ignorują. My jak nam się przypomni, to zbieramy. :)
     Można dodać do buraków kromkę chleba razowego lub szklankę kwasu z kiszonych ogórków, ale i bez tych dodatków buraki pięknie się kiszą. :)
     Do kiszenia buraków można dodać 4-5 jabłek bez gniazd nasiennych.

***


Burzliwa fermentacja, wygląda...burzliwie ;)
.

niedziela, 22 września 2013

żucie (ssanie) oleju - oil pulling

.

Żucie (ssanie) oleju.
Oil pulling

     Przyznam, że usłyszałam o tej metodzie usuwania toksyn z organizmu niedawno, od Babci Hani. Na podwórku można dowiedzieć się wielu cennych rzeczy, wystarczy słuchać. :)
     Babcia Hania, pani o niesamowitej energii, 66-letnia kobieta z warkoczem do polowy pleców i mnóstwem ciekawych historyjek, opowiedziała mi ostatnio o metodzie oczyszczania organizmu z toksyn prof. Michała Tombaka* . A ja tylko patrząc na nią, postanowiłam spróbować. :)
Najpierw jednak trochę poszperałam i poczytałam w internecie. I zebrałam kilka informacji:

1.
     Ssanie oleju, to metoda oczyszczania organizmu z toksyn, której twórcą jest prof. Michał Tombak.* Do płukania jamy ustnej  wystarczy każdy rodzaj oleju tłoczonego na zimno, jednak najlepsze właściwości wykazuje olej słonecznikowy, arachidowy lub oliwa z oliwek. Podobno taka kuracja pomaga w leczeniu m.in. anemii, miażdżycy, egzemy, obrzęków, chorób przewodu pokarmowego czy reumatyzmu.

*edycja: o tej metodzie pisała również dr J. Górnicka, dr F. Karach przedstawił ją podczas obradowania Związku Onkologów i Bakteriologów chyba około lat 70-tych, a metoda jest znana od tysięcy lat...

     Każdy z nas narażony jest na różne choroby i dolegliwości. Uzależnione jest to głównie od stanu układu odpornościowego, którego prawidłowe działanie jest zaburzone przez mikroorganizmy czy też nieprawidłową, szkodliwą dietę. Według prof. Tombaka wszystkie negatywne czynniki sprowadzają się do jednego – nasz organizm zaczyna gromadzić toksyny przy jednoczesnym zbyt powolnym ich wydalaniu. Dlatego powinniśmy wiedzieć, że oczyszczanie organizmu jest niezwykle istotne i zapobiega chorobom, niwelując ich przyczyny. Jednocześnie dzięki temu nasz organizm odzyskuje swoją odporność i na nowo z łatwością rozprawia się zarówno z drobnymi jak i poważniejszymi schorzeniami.

     Płukanie ust olejem jest wskazane w leczeniu anemii, miażdżycy, zapalenia żył i innych chorób układu krwionośnego, a także egzemy, obrzęków, chorób przewodu pokarmowego (w tym wzdęć, zaparć, biegunek czy wrzodów), reumatyzmu, alergii, migreny, bólu głowy oraz wielu nowotworów. Niezwykle ważna jest więc higiena jamy ustnej, gdzie znajduje się wiele rodzajów bakterii (głównie gronkowców i paciorkowców), wirusów, pierwotniaków oraz grzybów z rodzaju Candida. Jama ustna bywa najczęściej pierwotnym źródłem zakażenia narządów wewnętrznych, a ssanie oleju pomaga w zapobieganiu i leczeniu wszelkich chorób.
(link)

2.

(link)

3.

Jak ssać olej ?

 - rano na czczo jeszcze przed umyciem zębów (lub wieczorem, 3 godziny po jedzeniu, tuż przed spaniem)
1 łyżkę oleju słonecznikowego (lepiej niepełną) - należy przyjąć nie więcej niż 1 stołową łyżkę oleju (15 ml)
ssać lekko, bez wysiłku, w przedniej części jamy ustnej przez 15-30 minut
nie połykać!
wypluć do muszli klozetowej (nie do umywalki!)
przepłukać usta wodą (spotkałam się również z płukaniem wodą z solą lub z sodą oczyszczoną)
umyć zęby :)


Jaki olej?

- do płukania wystarczy każdy rodzaj oleju tłoczonego na zimno, jednak najlepsze właściwości wykazuje słonecznikowy, arachidowy lub oliwa z oliwek
- spotkałam się również z olejem kokosowym i lnianym


Co się dzieje z olejem?

- na początku olej trochę zgęstnieje, potem zrobi się płynny i biały
- po upływie czasu, który przeznaczyliśmy na ssanie olej należy wypluć,najlepiej do muszli klozetowej i zaraz go spłukać, i nie wolno tego oleju połknąć! bo zawiera wyssane z organizmu zarazki chorobowe
- oleju nie można połykać, ponieważ zawiera toksyny i mikroorganizmy wchłonięte w czasie płukania. To zniweczy efekty kuracji. Następnie trzeba umyć zęby i dokładnie wypłukać wodą. Ważne jest także czyszczenie języka, na którym zbiera się osad oraz wydzieliny błon śluzowych. Tę czynność można wykonać za pomocą szczoteczki do zębów lub przy użyciu łyżeczki do herbaty.


Jak długo stosować tą kurację?

- sanie oleju można stosować dowolnie długo od 1-6 miesięcy, a profilaktycznie około 2 tygodni (powtarzać co kilka miesięcy)


4.
Co z tego będę miała?

     Po jakimś czasie, niedługim, odczujecie przypływ energii, spokoju, będzie wam się lepiej spało, poprawi się pamięć, wzmocnią włosy i paznokcie. Cera stanie się gładka. Olej oczyszcza organizm od wewnątrz. Olej można ssać raz dziennie.
Jak twierdzi twórca terapii, już po upływie 2 tygodni ustępują ostre stany chorobowe, a w ciągu kilku miesięcy – przewlekłe. W przypadku poważnych schorzeń w pierwszych tygodniach stosowania oczyszczania mogą wystąpić różnego rodzaju „niedomagania”  jak osłabienie, ospałość, przeziębienie czy też nasilenie objawów choroby.
(link jak wyżej)

5.
I dodatkowe pytanie - Czy ta metoda może mi zaszkodzić?

...?


***
     Postanowiłam zrobić eksperyment na "żywym" organizmie, czyli na sobie. :) 
I sprawdzić jak działa metoda detoksykacji olejem. I spróbuję to opisać...

Dzień Pierwszy: Zaczęłam od dzisiaj, czwartek rano 19.09.2013.
- Poranne 15 minut żucia oleju słonecznikowego, zabarwiło go na biało! Wypłukałam buzię wodą i ta woda również była po pierwszym płukaniu mleczno-biała. Umyłam zęby i zjadłam śniadanie, wypiłam kawę i poczułam "kluchę" w gardle (wiem, że to niezbyt apetyczne), którą udało się wypluć (też miała kolor mleczno-biały). Nie wiem czy ta "klucha" to normalny symptom.
Przez cały dzień miałam wrażenie, że ślina mi się pieni (!). Mój mąż stwierdził, że wychodzi ze mnie wścieklizna...

Dzień Trzeci: sobotni poranek 21.09.2013.
- Złapałam gdzieś niewielki katar. Niefajnie się żuje olej z lekko zatkanym nosem, ale się daje. :)

Dzień Czwarty: niedzielny poranek, poimprezowy ;) 22.09.2013.
- Hm, jestem zdziwiona, że zwykłe płukanie ust olejem niweluje wszelkie niefajne uczucia w buzi i tzw. "trampka". Jestem pod wrażeniem...

Dzień Piąty: poniedziałek, po niefajnej nocy 23.09.2013.
- W nocy budził mnie kilka razy potworny ból gardła, nie wiem czy ma to jakikolwiek związek z żuciem oleju, czy po prostu załapałam jakąś infekcję. Po porannym "zabiegu olejowym" gardło nieco odpuściło, co bardzo mnie cieszy.
- W zasadzie od samego początku kuracji mam wrażenie, że w gardle gromadzi mi się coś w rodzaju "kluchy", ale w ciągu dnia to uczucie mija, przedtem czegoś takiego nie miałam.

Dzień Siódmy: środa, 25.09.2013.
- Po południu miałam takie zawroty głowy, że na 3 godziny musiałam się położyć, bo nie byłam w stanie utrzymać równowagi. :( Do tego, miałam dziwne uczucie w okolicach czoła i nasady nosa, nawet nie ból, tylko jakby ucisk. I porządny katar. Wciąż nie wiem, czy to tymczasowe skutki uboczne żucia oleju, czy po prostu jakaś paskudna infekcja. Nie pisałabym o tym, gdyby nie to, że po nocy mi przeszło.

Dzień Ósmy: czwartek, 26.09.2013.
- Zniknął mi katar, jak ręką odjął. Nadal mam lekki ból gardła i czasem kaszlnę, ale po katarze słuch zaginął, a nie trwał nawet przysłowiowych siedmiu dni (tylko pięć ;). 
Dodam tylko, że nie biorę żadnych lekarstw na to przeziębienie.

*edit: późnym wieczorem katar wrócił :(, tyle, że umiejscowił się bliżej zatok, krótka radość z pełnego oddechu trwała tylko (lub aż?) cały dzień...

Dzień Dziewiąty: piątek, 27.09.2013.
- Wczoraj wieczorem zjadłam sporą porcję czosnku, trochę z łakomstwa (!), trochę w celach leczniczych, a trochę w celach eksperymentalnych. W jednym z filmików na YT Mayathebee2626 opowiada, że nawet jak naje się czosnku wieczorem, to na drugi dzień znika jego przykry zapach po płukaniu ust olejem. Postanowiłam to sprawdzić.
I muszę przyznać jej rację, po porannym ssaniu oleju, zapach czosnkowy znika, przynajmniej takie mam odczucie na tyle na ile pozwala mi to ocenić lekki katar i tolerancja własnych zapachów. :)

Dzień Osiemnasty: niedziela, 06.10.2013.
- Najkrótsza, profilaktyczna kuracja olejem miała trwać dwa tygodnie. Dziś mijają dwa tygodnie i cztery dni odkąd zaczęłam żuć olej i chyba czas na krótkie podsumowanie:

1. Po pierwsze, nie zauważyłam u siebie szczególnie spektakularnego wybielenia zębów, owszem muszę przyznać, że się bardziej błyszczą i świecą, w końcu są naoliwione ;) być może na bardziej zauważalne efekty trzeba jeszcze poczekać?
2. Po drugie, uczucie świeżości w ustach jest niesamowite. Mam wrażenie, że nie ma porannego przysłowiowego "trampka", a uciążliwe czasami skutki uboczne wieczornych posiłków z czosnkiem i cebulą też już odeszły w zapomnienie. Ogólnie czuję poprawę higieny w buzi. Duży plus.
3. Odkąd żuję olej mam wrażenie, że oddycha mi się lżej, ale czy to autosugestia, czy wynik kuracji, trudno mi to osądzić, bo w międzyczasie byłam przeziębiona, więc odetkany nos daje mi powód do szczerej radości. :)
4. Co do usuwania toksyn i leczniczych skutków ssania oleju, to jak na razie, niczego takiego nie odczuwam, na to być może też jest za wcześnie? Nie wiem.
5. A, i na koniec jeszcze jedno spostrzeżenie. Wydaje mi się, że ostatnio mam więcej energii, bardzie mi się "chce" i mam więcej siły. :) I tu również mam wątpliwości, czy związane jest to z olejem, czy z tym, że po lecie mam jeszcze naładowane pozytywnie akumulatory.

     Postanowiłam dalej ssać olej. Jestem ciekawa, czy po dłuższym czasie coś jeszcze się poprawi, zmieni. Bardzo szybko przyzwyczaiłam się do porannego rytuału - a myślałam, że wstawanie parę minut wcześniej będzie dla mnie problematyczne ;)


cdn. ;)

Piątek, 20.02.2015 r.
Po bardzo długim czasie postanowiłam uzupełnić informacje o ssaniu oleju i podzielić się kolejnymi spostrzeżeniami. Natchnęła mnie do tego notka znaleziona na blogu Agnieszki Maciąg
Będzie krótko i na temat. :)

- Wytrwałam od września 2013 r. do lipca 2014 r. - zrobiłam sobie wakacyjną przerwę, trochę z powodu wyjazdów, trochę z lenistwa, a trochę dlatego, że czułam się na tyle dobrze, że postanowiłam przerwać "kurację". :) 
1. Miałam mnóstwo energii przez całą zimę. 
2. Moje zęby naprawdę lekko się wybieliły.
3. I praktycznie zimą ani wiosną nie chorowałam.
4. Lato 2014 (intensywne i ciepłe) mignęło bez żadnych "gardłowych" problemów.

- Jesienią 2014 r. po pierwszej infekcji, którą przywlekła moja córka ze szkoły (z totalnym bólem gardła, głowy, katarem i resztą atrakcji) wróciłam do porannego rytuału ssania oleju i robię to do dziś.
- Kilka razy walczyłam z infekcjami gardła, ale nie przechodziłam ich zbyt ciężko. Przynajmniej, nie tak jak bywało to dwa, trzy lata wcześniej...
- Przez całą zimę nie miałam kataru, ani zatkanych zatok!
- Ból głowy to taka rzadkość, że ostatnio jak po nieprzespanej nocy rozbolała mnie głowa, to myślałam, że to koniec świata. ;)))
- Nadal mam poranne wrażenie przypływu dodatkowej energii. I takiego uczucia, hm, jakby wyostrzenia zmysłów, takiej rześkiej pobudki. :)

cdn. ;)

Related Posts with Thumbnails